wtorek, 30 czerwca 2015

Rozdział 2

Kiedy wróciła z treningu w domu Adriany od razu położyła się na sofie w domu Minoo i przeniosła się w świadomość lisa. Anna-Karin martwi się o dziadka. Ostatnio stracił przytomność na wózku i z niego spadł, Tak się przestraszyła, że przez kilka dni go nie odwiedzała. Bała się, że zobaczy złamaną nogę, rękę lub siniaki. Jednak Minoo ją przekonała. Poszła do Słonecznego Wzgórza. Gdy otworzyła drzwi, uderzył ją zapach chorych ciał, środków dezynfekujących i czegoś jeszcze gorszego. Weszła do pokoju dziadka. Siedział na wózku, i popijał herbatę z zielonego kubka.
- Dziadku, to ja Anna-Karin.
Staruszek nie odpowiedział, tylko siedział dalej, tak jakby jej nie było. Podeszła i dotknęła jego zimnej ręki. Wzdrygnął się i wreszcie ją zobaczył. Mrugnął szybko oczami, i uśmiechną się.
- Gerda, to ty?
- Nie, to ja twoja wnuczka, Anna-Karin.
- Pamiętasz jak graliśmy w karty przy ognisku? Zawsze wygrywałaś. Upiekłaś nawet ciasto.- Zaśmiał się nerwowo.
- Dzidku, babci tu nie ma, to ja.- powiedziała z rozpaczą, myśląc, że dziadek jej nie poznaje.
- Wiem przecież- odpowiedział.
Wtedy do pokoju weszła niska kobieta z blond włosami i wesołymi oczami.
- Jest lepiej - powiedziała.- Na razie dostaje mnóstwo leków, więc nie wiemy czy rozpoznaje rodzinę, ale na szczęście już nie straci przytomności. - Mówi.
Anna-Karin odwraca się do dziadka i mówi:
- Niedługo wrócę, pa.
- Do widzenia kwiatuszku.
Anna-Karin ma nadzieję, że dziadek wyzdrowiej. To przez nią zaczęła się palić obora. To przez nią dziadek został ranny i już nigdy nie będzie sobą. Kiedy wróciła do ,,domu" Minoo sała przy drzwiach.
- I co?- spytała zaniepokojona.
Anna-Karin nie odpowiada, tylko idzie dalej do swojego pokoju i zamyka drzwi na klucz. Myślała że Minoo będzie próbowała wejść, ale usłyszała jak wychodzi na dwór. Pewni przyszedł do niej Gustaf. Anna-Karin cieszy się, że Minoo jest szczęśliwa, ale jest zazdrosna. Ona nigdy nie zazna choćby odrobiny miłości od chłopaka. Nawet go nie ma. Nagle zaczyna płakać, cicho i z żalu. Płacze z powodu dziadka, który jej nie poznaje. Płacze dlatego, że jest taka brzydka, tłusta i żałosna. Płacze dlatego, że nikt się w niej nigdy nie zakocha. W końcu płacz ustaje. Pokrywa studni, która tamowała łzy, znów jest na swoim miejscu. Musi iść do lasu i spotkać się z lisem. On jedyny ją rozumie. Wychodzi z pokoju, idzie do kuchni i szykuje prowiant. Kiedy otwiera drzwi, Widzi bezdomnego kota, który chodzi koło śmietników. Idzie w stronę lasu. Kiedy wchodzi pomiędzy świerki, zza drzewa wychyla się lis.
- Chodź.- mówi Anna-Karin.
Idą leśną ścieżką, biegną i w końcu odpoczywają. Dziewczyna siada na jakimś pniaku i wyjmuje z torby kanapki  i sok jabłkowy. Jest okropnie głodna. Zajada kanapki popijając sokiem i rzuca lisowi resztki. On też wygląda na zmęczonego. Nagle małe ciałko prostuje się, i nastawia uszu. 
- Co jest? - pyta Anna-Karin.
Lis skacze na nią i gryzie w ramię
- Aaaaaa!!! Co się z tobą dzieje?.- Wyrywa się, wykręca ale lis nie chce puścić. Nagle zeskakuje a Anna-Karin chwieje się. Znienacka coś błyska.I Anna-Karin widzi siebie oczami lisa. Do jej głowy dociera myśl:
- Nie bój się.- I Nagle rozumie. To lis wysłał jej tę myśl
- Jak to się stało!?- Pyta go na głos.
- Gdy cię teraz ugryzłem, zrobiłem coś w rodzaju łącznika. Teraz możemy rozmawiać.- I pobiegł między drzewami. Anna- Karin postanowiła że wróci do domu. To był bardzo dziwny dzień.

                                *                *                * 


Idą z Gustafem koło kanału. Minoo przygląda mu się. Widzi, że chłopak nad czymś się zastanawia.
- Nad czym tak dumasz?-pyta
Gustaf nie odpowiada, tylko w milczeniu kręci głową.
- Nic, tylko... Zastanawiam się czy rodzice się rozwiodą. Ostatnio w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Minoo kiwa głową. Wie to. Kiedy była u Gustafa na obiedzie, jego rodzice nawet na siebie nie patrzeli. Choć Lage i Anita próbowali  zachowywać się normalnie, widziała że atmosfera jest napięta.
Łapie go za rękę.
- Nie martw się.- próbuje.
Gustaf wzdycha. Właśnie przechodzą obok ławki, na której niegdyś się pokłócili o Pozytywne Engelsfors, gdy Minoo widzi Viktora jadącego samochodem. Hamuje i wysiada z samochodu.
- Co tu robicie?- pyta podejrzliwie lustrując ich wzrokiem.
- Spacerujemy.- odpowiada krótko Gustaf.
Viktor patrzy na Minoo i wskakuje do auta. Gdy odpala, i znika za zakrętem. Gustaf mówi:
- Co oni tacy podejrzliwi? Ok rozumiem że toczymy ze sobą ,,wojnę", ale to nie powód żeby tak łazić i wszystkich szpiegować. - Minoo jest zdziwiona. Ona rozumie Viktora. Zrobiłaby to samo. Nie przypuszczała, że Gustaf jest tak pokojowo nastawiony. 
- Ja zrobiłabym to samo- mówi.
- To może za nim pobiegniesz? - odpowiada Gustaf nerwowo śmiejąc się.
- Daj spokój- mówi. Choć Gustaf próbuje to ukryć, Minoo widzi że jest zdenerwowany. Wie, że on boi się, że ona odejdzie.
- Kocham tylko ciebie.- przekonuje mocno całując go w usta.            
- Ja też cię kocham - oznajmia chłopak i odwzajemnia pocałunek.
- Idziemy do lasu?- pyta, a on się zgadza.
Ruszają wąską ścieżką wiodącą do lasu. Gdy wchodzą pomiędzy drzewa, Minoo widzi rudą kitę wiewiórki śmigającą między koronami drzew. Nagle kilka rzeczy dzieje się równocześnie. Słychać huk, jakby piorun trzasną i drzewo stojące zaledwie dwa metry przed nimi zaczyna się... palić! Równocześnie słychać przeraźliwy śmiech. 
- Aaaaaa!- krzyczy i biegnie jak najdalej od płonącego drzewa. Kątem oka widzi że Gusaf robi dokładnie to samo. Łapie komórkę i wybiera numer 998.
                                       *           *           *





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz